Odcinek 69 – Matka siedzi z tyłu

Trochę o tym, co czai się w pustce kosmosu, na ile artyści bywają chorzy, dlaczego Scott jednak wielkim reżyserem był, a także jak zrobić udany sequel i jak zrobić nieudany, czyli o jednym z najwspanialszych i najstraszniejszych potworów w dziejach kina. O majtkach za niecałe 10 tysięcy funciaków ani słowa.

Może podobne:

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • email
Licencja Creative Commons
K-pok jest udostępniany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Seria I i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • W „Alienie” jest taki suspens, że gdyby Hitchcock jeszcze wtedy cokolwiek ogarniał, to umarłby z radości podczas seansu:) Osobiście stawiam „dwójkę” nawet trochę wyżej. Paradoksalnie, Cameron opiera tam do pewnego momentu napięcie na zabiegu z jednej strony bardzo podobnym do tego z „jedynki”, z drugiej jednak idzie nim w inną stronę. Mianowicie tak samo długo przeciąga w czasie atak na ludzi (o ile mnie pamięć nie myli, to właściwa akcja rozpoczyna się gdzieś po godzinie!), ale po drodze wszelkie sugestie zbliżającej się katastrofy mnoży z prędkością światła. Scott osaczał, Cameron do tego co chwila robi „bu! żartowałem, dałeś się nabrać, jeszcze nie teraz”. Na szczęście robi tak tylko do pewnego momentu i z odpowiednim wyczuciem (co dziś raczej niespotykane). Później już nie ma zmiłuj, jest tylko rzeź. A mimo tej wszechobecnej grozy od początku wyraźnie zarysowany jest własny – sensacyjno-podobny – charakter filmu. Jak to skurwiel zrobił?
    Jakiś czas temu wygrzebałem z szafy tm-semikowego „Aliena”, we wstępie którego wyczytałem, iż aktorzy u Scotta w ogóle nie znali scenariusza. Film kręcono chronologicznie, reżyser tylko podawał im stopniowo kolejne strony. Nikt z nich nie wiedział kiedy jego postać zginie (jeśli w ogóle zginie). Nie wiem czy to prawda czy kolejna legenda, ale brzmi nieźle.
    Jak dla mnie i „trójka” i „czwórka” to filmy nierówne, posiadające przynajmniej po kilka świetnych fragmentów. W „trójce” podobał mi się przede wszystkim krótki wątek love story (ironiczna i okrutna kontynuacja tego, co w „dwójce” było sugerowane – kapitalna postać Michaela Biehna; szkoda, że tak przepadł ten aktor) oraz ultra-romantyczne (w sensie romantyzmu pierwotnego) zakończenie. Chyba największym problemem tego filmu jest nie tyle jego bardziej typowo sequelowy charakter – bo dzięki specyficznemu miejscu akcji i bohaterom posiada też coś własnego i nowego – co sama reżyseria. Film reżyserowało bowiem aż trzech typów. Kiedy tego nie wiedziałem, to odnosiłem wrażenie, że pan reżyser w jednej scenie był w pełni sobą, w drugiej się strasznie rozchorował, a w trzeciej nawciągał białego proszku, aby wrócić do formy. Kolejne fragmenty odstają od siebie.
    Jeunet to tymczasem efektowny formalista. Ale nie słyszałem o tym alternatywnym zakończeniu i zaraz czym prędzej odpalam jutuba, bo brzmi pięknie.

    Jeszcze odnośnie Carpentera. W „Czymś” drapieżca pokazywany był niewiele częściej (a może i nawet tak samo rzadko) jak w pierwszym „Alienie”. Tyle że często „schowany” był już akurat w ciele jakiegoś człowieka. A tych ciągle mieliśmy przed oczami. Świetne, bardzo sugestywne rozwiązanie, wyobraźnia stale pracuje. Zresztą to mój ulubiony horror ever. Za to na ulubieńca SF wskazałbym „Blade Runnera”. Szkoda, że Scott nie umarł gdzieś po jego premierze. Byłby dziś geniuszem i wizjonerem, a nie gościem, który kiedyś coś, później niewiele, a dzisiaj nic. Też się boję tego „Prometeusza”.

  • KRL

    ja czekam na Prometeusza. i wierzę, że będzie dobrze. czego się boicie? co Scott może spieprzyć? można coś jeszcze spieprzyć po AvP2? jedyne czego żałuję to efekty cyfrowe. w ogóle żałuję, że doczekaliśmy takich czasów. z całego serca życzyłbym sobie powrotu do makiet, masek, miniatur i efektów wizualnych. no ale mówi się trudno. o story jestem spokojny. to w końcu typ, który dał nam Blade Runnera i Aliena. to nie jakiś fagas od szybkich i wściekłych 6.

    • Bartek „godai” Biedrzycki

      Dał nam Aliena i Blade Runnera 30 lat temu…

  • Prometeusz to chyba ostatni film na który czekam. Nie wiem jak będzie z Hobbitem.

    • Bartek „godai” Biedrzycki

      Ja czekam na oba, ale raczej nie spodziewam się cudów. Bardziej czekam na Mroczne Widmo 3D, bo zabieram córkę do kina na ten film.

  • Skura

    No nie wiem jak to do końca traktować: http://www.imdb.com/title/tt1446714/faq#.2.1.3
    Oficjalnie to moze nie byc prequel. Jakies zamieszanie z tym jest.

    • Bartek „godai” Biedrzycki

      Szczerze mówiąc nie jestem w stanie z tego wyczytać, o co w końcu chodzi. Za ostro zamotali.

  • Pingback: Matka siedzi z tyłu » Kombinat()

  • Mateusz Augustyn Apfelbaum

    Jakoś za pierwszym razem słuchając nie mam ochoty komentować, a trochę wypada.

    Bardzo dziękuję za to piękne wprowadzenie w film podzielenie się wieloma ciekawostkami. Jestem naprawdę bardzo wdzięczny.

    Jeśli chodzi o serię, to nie oglądałem ich niestety po kolei. Jako pierwszą obejrzałem drugą i ta z całej serii najbardziej mi się podobała. Szczególnie konflikty między ludźmi były pięknie przedstawione. To poczucie nadchodzącej i pewnej apokalipsy. Ta pycha i pewność siebie żołnierzy upadająca raz za razem. Ze względu na zmianę kolejności pierwszy film mnie tak bardzo nie zaskoczył. Wiedziałem z czym będzie do czynienia, choć wyraźna odmienność filmu rzeczywiście sprawia, iż nawet widz nadmiernie poinformowany o fabule ma wiele radości z seansu. Trzeci film nie podobał mi się zupełnie. Nie było w nim niczego nowego, a jedynie pastisz z poprzednich filmów. Niestety pastisz w bardzo słabym stylu. Jedynym pozytywem było zakończanie, które jak mi się wydawało ostatecznie zamyka serię i chroni ją przed kolejnymi potworkami. Niestety w tym aspekcie się myliłem. I byłem przerażony oglądając czwarty film. Był on według mnie totalnie beznadziejny. Okropny i potworny.

    • Bartek „godai” Biedrzycki

      Mnie trzeci podobał się najmniej, natomiast w czwórce u Jeuneta, mimo okropnego pomysłu na reaktywację, było parę dobrych rzeczy – świetny klimat, zdjęcia (no ale wiadomo), do tego obsada – Pinon, Perlman – ten film miał dobre momenty, chociaż był przegięty i to ostro. Krzyżówka obcego z człowiekiem to już był szczyt.

      No dobra, zobaczymy, co będzie w „Prometeuszu”.