Odcinek 97 – Kino? Bo ja wiem…

O tym, na co chciałem, ale nie poszedłem w tym roku do kina. O tym, na co jeszcze chcę iść do kina. Oraz o uciekającej magii kinematografii, a także dygresje.

Może podobne:

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • email
Licencja Creative Commons
K-pok jest udostępniany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Seria I i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • Cieszę się, że ktoś ma podobne spojrzenie do mojego. Jakoś to kino stało się abstrakcją samo w sobie – takie plastikowe barbie i to prawie zawsze na jedno kopyto. Także się starzeję i myślę, że chyba wymagamy czegoś więcej aniżeli bezduszny „perfekcjonizm”. No i ja pozrzędzę – za mało dygresji było.

    • Bartek „godai” Biedrzycki

      Specjalnie dla ciebie setka będzie z samych dygresji :D

      A co do kina – ja lubię współczesne kino, tylko mówiąc „współczesne” ja wliczam do niego rzeczy, które ze zdziwieniem odkrywam, zostały nakręcone 10-15 lat temu…

      • Nie no. 10 – 15 lat (i wcześniej) temu to było moje kino :) współczesne to jakieś 5 lat wstecz. O ile dobrze mi się oglądało władcę pierścieni, to nie mam ochoty tego powtarzać, a obcego tak.

  • Pingback: Kino? Bo ja wiem… » Kombinat()

  • A ja nie mam takiego stosunku do kina. Zmieniają się czasy, zmieniają realia i zmieniają techniki. Przecież miecze świetlne też były tylko patykami zrobionymi potem w komputerze. Równie dobrze można by oczami wyobraźni widzieć kolesi okładającymi się szarymi patykami :-) Ja zwyczajnie nie mam problemu z tym jak zmienia się kino, bo takie Gwiezdne Wojny też kiedyś były szczytem techniki i wtedy też można by powiedzieć różne rzeczy w jak złym kierunku poszło kino i pewnie znalazła się niejedna zramolała maruda, która to mówiła :-)) Chociaż ja akurat kiedyś nie lubiłem kina kukiełkowego i lateksowych stworów, co teraz już mi się zmieniło, ale serio jak komputerowe kino weszło w ten etap gdy potrafiło już realnie pokazać rzeczy nierealne to ja w duchu krzyknąłem sobie: „Wreszcie!” :D M.in. też dlatego zawsze najbardziej lubiłem „Imperium kontratakuje”, bo w nim najmniej lateksu i pluszowych stworów. Choć to tylko jeden z powodów.

    A do kina niestety też muszę dojeżdżać co dokłada mi automatycznie kolejną dyszkę do biletu i przez to bardzo często opuszczam premiery, na które czekam. W tym roku kilka razy wybrałem się do kina nawet na filmy, na które nie czekałem, ale wcześniej to była średnia jeden film w roku. Zresztą ja jestem z ery vhsów i ja znacznie bardziej wolę poczekać, kupić na dvd i obejrzeć na spokojnie ze swojej kanapy :-)

    PS. A z „Hobbita” byłby dobry musical. Choć raczej jako alternatywna wersja a nie główna. Z wszystkiego można zrobić dobry musical :-)

    • Bartek „godai” Biedrzycki

      Musical, pfff. Były w historii świata ze cztery dobre, może z pięć.

      Kino, no kino, no jest różnica. Kamera, fizyczna kamera, jest kierowana przez operatora. Ma swój rytm, prowadzenie, uczucie. Dlatego sfilmowana makieta, nawet niedoskonała, zawsze będzie miała pewien ładunek, którego nigdy mieć nie będzie sterylna i precyzyjna animacja cyfrowa. Ja wiem, to trochę takie pieprzenie, że analog ma pewną głębię dźwięku, której nigdy nie uzyskało CD. Ale coś w tym jest.

      • No właśnie ja rozumiem, że można tak na to patrzeć, ale ja tak na to nie patrzę. Świat się zmienia i zmienia wszystko dokoła. Kiedyś mogli mówić „kamera? to bezduszne urządzenie. Prawdziwy teatr to rozumiem. Są ludzie, są emocje. A płaski ekran, to już coś czego nie pojmę”. Za 50 lat będą mówić: „W takim Hobbicie to czuć rękę człowieka, widać że całe tło to program napisany przez przez ludzi, a teraz wszystko robią maszyny. A pamiętacie filmy 3D? Te to miały dopiero duszę, a nie teraz te czipy w głowach i życie w filmie” :-)

        Może analog ma głębię której nie uzyska się na CD, ale CD ma inne plusy, a analog inne minusy. Książka papierowa przewyższa pod wieloma względami ebooki, ale te przewyższają pod innymi papier. I pewnie niedługo w przyszłości przyjdzie taka zmiana, której ja już też nie zaakceptuję, ale póki co jeszcze ten czas nie nadszedł :-)

        • Bartek „godai” Biedrzycki

          W dużej mierze się zgadzam. Dla mnie ten moment nadszedł :D

  • Manitoba

    Mniej czytaj opinni a zaryzykuj przejść się na seans. Zdanie może być odmienne. Co do komputeryzacji w filmie to mam zdanie Mando. Jeśli wykorzystane odpowiednio bez przesady to możemy zobaczyć cuda. Jak jest zrypane to widzimy bezsens. Co do dzwięku analogowego i jego głebi lug ciepła jak się uważa w stosunku do cyfry to sprawa względna. Zależna od odtwarzacza i wielu czynników. Ponieważ HiFi to take tam moje hobby, więc nie będę rozwijał tematu.
    Pozdrawiam.

    • Bartek „godai” Biedrzycki

      Ależ rozwiń :)

      Opinie sobie, ale ja serio – jestem zniechęcony do kina chwilowo. Na pewno na MRP i Hobbita pójdę.

  • SKURA

    Godai: ze wszystkiego można zrobić dobry musical. Polecam bloga Oleszczyka on jest fanem musicali. Jest pełno dobrych musicali! Trzeba po prostu lubiec ów gatunek.

    Też się nie zgadzam odnosnie efektow (z jednej) a z drugiej się zgadzam :) Aby to wyjaśnić potrzebny by był osobny wpis, albo nasza dyskusja na żywo, podcastowa np. :)

    poza tym widzę, też że nie lubisz kurdyjskich opowieści o pasterzach. Równie dobrze kurdyjczyk mógłby powiedzieć, że nie lubi amerykańskich opowieści o chłopakach w gaciach obcislych.
    A co do ANTY HAJPU na Prometeusza nie zgadzam się z nia. Szczególnie dziwna była recenzja Bagińskiego, ktora miała same zarzuty, zero uzasadnienia. Ja i tak się wybieram do kina. A nigdy nie chodze na premiery bo jest dużo ludzi, nie to , że nie lubię ludzi, ale nie lubię SZUMU jaki wytwarzają podczas seansu, który nakłada się na ścieżkę dźwiękową :)))))

    • Bartek „godai” Biedrzycki

      No właśnie, ja nie przepadam za musicalami.

      A na dyskusję kiedyś się chętnie skuszę. Ja po prostu jestem z zasady na „meh”, a pewnymi wyjątkami. Ot, taka kontestacyjna skaza na charakterze.

      Największy problem z P jest taki, że „daje radę” a jednocześnie „Obcy to to nie jest”. Sami chyba nie wiemy, czego chcemy. No, ale do Scotta, to można i trzeba wymagać. Jak robi badziew, to kopać po nerkach bez litości.

  • Mnie we współczesnym kinie mierżą w zasadzie tylko dwie rzeczy. Wszechobecne i w 90% totalnie nieuzasadnione i źle zrobione 3D oraz mało oryginalnych fabuł. Nic tylko kontynuacje, rebooty, remaki i co tam tylko. Co do komputerowych efektów to wydaje mi się, że można je umiejętnie wykorzystać i wtedy sztuczności i poczucia oglądania komputera mieć nie będziemy.

    Co do Batmana to niesamowicie sympatycznie słyszeć taką opinię. Większość podchodzi do tych filmów na kolanach, a ja zdanie mam bardzo podobne co Ty . Świetne filmy, ale wolę Burtona. „Mroczny rycerz” mi cały czas przypomina „Gorączkę” Michaela Manna. A wyglądu Bane’a nie mogę na razie przetrawić…

    „Prometeusza” widziałem i podejrzewam,że Ty już też sądząc po Twoim ostatnim wpisie. Ja odebrałem film podobnie. Niezłe s-f, słaby Obcy. Tak naprawdę „P” zaszkodziło całe to gadanie o prequelu.

    A że ze wszystkiego można zrobić musical to wiadomo co najmniej od czasu kiedy Bollywoodzkie kino wypłynęło na szersze wody;)

    • Bartek „godai” Biedrzycki

      To, że można ze wszystkiego zrobić musical nie znaczy, że to jest dobre i że on będzie dobry ;)

      • Jerry

        No tu akurat ciężko się nie zgodzić;)

        Mały off top dodatkowo. Trafiłem już chyba na drugi fragment Twojego wywiadu o Batmanach w „czwórce”. Masz może ten materiał w jednym kawałku? Oni to puszczają codziennie po fragmencie i w różnych godzinach i jakoś nie mogę całości ogarnąć.

        • Bartek „godai” Biedrzycki

          Nie mam niestety. Sam też przegapiam. Cały materiał jaki zarejestrowaliśmy miał ok. pół godziny, ale nie wiem, co z tego przeszło montaż i ile z tego zajmowały pytania.

          Mam obiecane, że jak będzie dostępne to dostanę namiar. Na pewno nie omieszkam się wtedy podzielić :D

  • Szymas

    Zgadzam się po części z każdym z powyższych komentarzy. Mnie też wkurza wrzucanie do filmów na siłę efektów 3D, ale ogólny postęp techniczny mnie cieszy. Choć mam ogromny sentyment do starych filmów z ich niedoróbkami. Nie przeszkadzają mi gumowe potwory, lewe strzelaniny czy niszczone makiety miast (choć np. w scenach lotniczych w dawnych filmach czasem wkurzało mnie nieruchome lub nadmiernie ruchome niebo ;)). Kino się zmienia i nie da się jednoznacznie ocenić, czy na lepsze czy na gorsze. Moim zdaniem problem leży nie tyle w nowych efektach, co w tym, że niektórzy zdają się wierzyć, że same te efekty wystarczą, by zrobić dobry film („Masz fundusze, ale nie masz pomysłu na scenariusz? Nakręć film 3D!”).

    Na szczęście w czasie seansów nie rozkminiam, czy sceny kręcono na blue/green screenie lub też, które elementy są prawdziwe, a które „dorobione”. To naprawdę musi zabijać całą przyjemność z oglądania filmu :/

    Hmm, Wy z tym musicalem to tak na serio? :>

    • Bartek „godai” Biedrzycki

      To nie tak, że ja rozkminiam na seansie. To po prostu widać, jak papier w książce, którą się czyta. Niektórzy nie zwracają na niego uwagi.

      • skura

        „Na szczęście w czasie seansów nie rozkminiam, czy sceny kręcono na blue/green screenie lub też, które elementy są prawdziwe, a które „dorobione”. To naprawdę musi zabijać całą przyjemność z oglądania filmu :/”

        Wszystko zalezy jaką kto ma wiedzę o technice. Jeen to uwidzi, a inny nie. Myślicie , że starsza 80letnia pani zobaczy różnice pomiedzy CGI a 3D renderingiem postchromatyczno-mobilno-elektronowym?

        WIdzę że tu chybanikt nie lubie musiali. Na koniec powiem, że ze wszystkiego można zrobic zły i dobry musical. ze wszystkiego można zrobić i dobrą i złą komedię romantyczna, horror,dramat. Ze wszystkiego można zrobić wszytsko! :) I co tu gdybać.

        • Bartek „godai” Biedrzycki

          Nikt w ogóle nie lubi musicali. Musicale są straszne. A jak jeszcze tańczą do tego to już w ogóle horror.

        • Szymas

          Ad początek – patrz niżej.
          Ad końcówka – przerażasz mnie ;D

      • Szymas

        W jakim sensie „widać”?
        Gdy oglądam Władcę pierścieni czy Incepcję, to zwyczajnie wiem, że filmy te nie powstałyby bez green screena i efektów specjalnych. Oglądając Starą Baśń wiem, że obecne tam głazy wykonane są z papieru, a nadziane na pale głowy, to jedynie rekwizyty. Ale czy trzeba to rozkminiać w czasie seansu?
        To trochę tak, jakby doszukiwać się literówek w czasie czytania książki…

        • Bartek „godai” Biedrzycki

          Nie całkiem. To dla mnie tak, jak widzieć, że literki są na papierze, albo na ekranie.

          I oczywiście nie mówimy tu o robieniu głazów z papieru i smoka z gumy, bo polska kinematografia ma swoje najlepsze osiągnięcia w tej kwestii dawno za sobą, raczej mówię o różnicy między Sokołem Millenium a Optimusem Prime.